Wakacje w Chorwacji minęły w mgnieniu oka... niestety... Ale mimo to pozostały po nich wspomnienia i piękne zdjęcia ;) Nie byłabym sobą gdybym czegoś na nich nie upiekła. Tym razem nadarzyły się dwie okazje. Pierwsza przypadkowa, a druga już bardziej celowa ale o tym w następnym poście. Babeczka, u której mieszkaliśmy pewnego dnia nas totalnie zaskoczyła i przygotowała dla nas grilla, a My nie chcąc być dłużni stwierdziliśmy ze odwdzięczymy się jej czymś typowo polskim. Pierwsza rzecz, która nam wpadła do głowy to były pierogi...ale nie chciało nam się ich lepić więc padło na szarlotkę. Jest to mój ulubiony przepis. Niestety ciacho nie wyszło całkiem "idealne" bo piekarnik był kiepski a dodatkowo za mało jabłek kupiłam (tzn. nie przewidziałam że aż tak baaardzo zmaleją), ale mimo to smak był taki jak zawsze;)
Wieczór
panieński jest ostatnim dniem "wolności" dla przyszłej panny młodej.
Dlatego też, tego dnia jest huczna zabawa i jakżeby inaczej - tort.
Myślę, że ten nadaje się idealnie na taką okazję. Tort stworzony dla Basi (i niestety został brutalnie przecięty na pół - no ale taki już los tortów). *
*pomysł zaczerpniętny z książki Debbie Brown.
Tort upieczony na urodziny Gabrysi (dziewczynki w tym wieku i trochę starsze nad wyraz lubią Hello Kitty;)) Tortcik z lekką masą z mascarpone z dodatkiem malin. Przepis znajdziecie tutaj ;)